Ostatnio sporo się u mnie dzieje pod względem emocji. Jak już wiecie, kilka dni temu zostałam babcią. Nie napiszę niczego zaskakującego, ot jak każdy niemowlaczek nasz Oskarek wzbudza same ciepłe uczucia i emocje. Dziś był u babci z pierwszą niedzielną wizytką;-)
Na szczęście mamy piękny październik i dziecko świetnie się oswoi ze światem zanim przyjdą chłody.
Jedne emocje ,to wnusio, drugie....drugie, no właśnie. Piesio znajda, a właściwie porzucony bezbronny szczeniaczek. Mąż znalazł go w wykopie na budowie, malec nie umiał nawet samodzielnie napić się mleczka. Podejrzewam, że mógł mieć może tydzień, bo oczka już miał otwarte. Nie mam pojęcia, czy ktoś wrzucił tego malca do tego wykopu z nadzieją, że w nocy piesio zamarznie i budowlańcy zakopią go w dole?
A może suka odrzuciła najmłodszego i najsłabszego z miotu?
No tego się już nie dowiem. Dziś piesio ma już ok trzy tygodnie i ma swoje miejsce w naszym domu. Wiem, kto mnie zna może się zdziwić, że podjęłam taką decyzję (uchodzę za osobę ,która nie przepada za zwierzakami w domu, choć lubię zwierzaczki)
Wyjaśniam, jest tak, ja lubię zwierzaczki, nie lubię jedynie jak się do mnie łaszą i mnie oblizują, moje obawy co do posiadania zwierzaka domowego brały się głównie z tego ,że mam świadomość ,że to obowiązek i trzeba umieć się opiekować. Mieliśmy już kiedyś i psa i kota, były z nami ok 16 lat, czyli nie byłam taką złą panią;-)
No i z drugiej strony, ja nie poszłam do schroniska po piesia, los sprawił ,że on do nas trafił ,więc co było robić? Przyjęłam go i mam świadomość ,że czeka mnie sporo pracy żeby wypracować u tego pięknisia charakter ;-)
Mały, nie potrafi jeszcze nawet piszczeć, jest taki cichutki. Zaskoczył nas jednak, jak wnusio zaczął płakać, piesio tak żałośnie zawył........myślę ,że z czasem zaiskrzy między nimi prawdziwa przyjaźń;-)
Muszę teraz uszyć legowisko dla piesia. Nie wiem nawet jaki duży on urośnie, no ,ale musi mieć swoje ciepłe i wygodne miejsce. Na razie dobrze mu na małym dywaniku.