Obserwatorzy

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Druga odsłona kostiumów

Ponieważ ja nie umiem robić ładnych zdjęć i zawsze mam z tym problem, a kreacje, które ostatnio szyłam miały szansę "zaistnieć na światowych scenach" pozwoliłam sobie na szerszą publikację.
  Poprosiłam o zgodę na publikację fotek moją młodziutką modelkę, dla której szyłam wszystkie trzy kostiumy. Sara Górka  zgodziła się, więc mam kilka ładnych fotek:-)
 Sara z Mamą zajmuje się hodowlą i prezentacją piesków rasowych, często bywa na wystawach i bardzo często "wskakuje"  z nimi na podium. Spójrzcie z jaką radością prezentuje swoje, jak i powierzone Jej psiaki :-)



Szczerze powiem, nie  miałam pojęcia, a raczej nigdy wcześniej się nie zastanawiałam nad tym, że wystawy ,to też klasyka w ubiorach prezenterów. Wciąż się czegoś uczymy ;-)


czwartek, 30 marca 2017

Ziemista zieleń

Sporo ostatnio  u mnie szyciowych wyzwań.
Poza twórczymi pozycjami, trafiają się zwyczajne szycia i reperacje. W końcu czuje się wiosnę :-)
Wymieniam zamki ,reperuję ,skracam i od czasu do czasu szyję jakąś nową kreację.  Wciąż coś wpada w ręce ;-)
 Tym razem prezentuję kolejny kostium. Fason zbliżony do tego niebieskiego.
 Wszystkie ostatnio szyte kostiumy szyję dla jednej osoby .
 Przesympatyczna młoda miłośniczka psów, która często bywa na wystawach, a tam jak się dowiedziałam obowiązuje właśnie styl klasyczny.
 Tak na marginesie nigdy wcześniej się nie zastanawiałam nad tym. Może nawet myślałam, że skoro się biega z pieskami ,to może strój luźny/sportowy....Człowiek się wciąż czegoś uczy:-)
 Miałam naprawdę chwilkę na cyknięcie fotki, bo u mnie jakoś zawsze tak jest, że szyję w ostatniej chwili. Fotkę zrobiłam i już w drzwiach stała moja modelka ;-)Wiadomo, nie umiem ładnych zdjęć pstrykać, więc jest jakie jest.


Manekin nie jest w rozmiarze , więc i kostium nie leży jak na figurze.Kolor taki ziemisty zielony z przebarwieniami zielonego. Spódnica i klapeczki z tkaniny bez wzorku. Guziki złote.

wtorek, 28 marca 2017

TUSAL 2017 i zestew serwetek

Jest szansa, że uda mi się w terminie wkleić posta TUSAL-owego :-)
Ponieważ wciąż malutko haftuję, to słoiczek dokarmiam niteczkami z prac szyciowych.
Dziś wykończyłam komplet serwetek, które leżały już chyba dwa lata w pudełku.
Powód prozaiczny, wciąż zapominałam o kupnie odpowiednich w kolorze nici.
Dziś komplet wreszcie gotowy. Czas odpowiedni, bo święta tuż, tuż....
Prezentacja słoiczka.


Teraz w kilku zdjęciach historia czterech serwetek. Już raz podobne szyłam.
Tym razem zestawiłam zieleń z różem.
Oczywiście moim zdjęciom brakuje intensywności w kolorach. Róż  w oryginale jest dosyć mocny, ale całkiem nieźle wpasował się w tą zieleń.


I gotowe.


I jak Wam się podobają moje wiatraczki?

poniedziałek, 27 marca 2017

Confetti quilt

Cieszę się ,że mogę pod okiem Anny Sławińskiej uczyć się nowych technik szycia patchworków.
Tym razem obraz stworzony w technice confetti quilt.
Wybrałam obraz w kolorach, które lubię w przyrodzie -jesienne.
Tworząc, nie widziałam jak daleko odbiegam od oryginału, ale uwierzcie mi, to nie takie łatwe.
Poza umiejętnościami szyciowymi, potrzebny jest też zmysł artystyczny, z którym u mnie gorzej;-)
Już wiem, że w moim przypadku potrzebuję czasu na oswajanie się z kolorami i rozmieszczeniem tematu na tle. Pewnie gdybym szyła drugi raz to samo, wyszłoby zupełnie co innego.
 Kto wie, może się skuszę ;-)
Moja gotowa praca i wzór.
 Widać ,że moja ścieżka zupełnie inaczej się rysuje i moje drzewa mają więcej liści....
:-)))

A tak się wszystko zaczęło...
Ania zachęcała: syp, syp...nie bój się...syp Iwona.....;-)


Kiedy uznałam ,że dość sypania, trzeba było zacząć mozolne upinanie;-)
Potem szycie....trzeba było uważać, żeby się nie zakłóć i żeby wszystkie szpilki wyjąć.
Ja jakimś cudem dwie zaszyłam, trzeba było dokonać zabiegu;-)

 

Oczywiście podglądałam poczynania w pracy koleżanek. Prawda, że piękne prace powstawały?Oczywiście nie ma tu wszystkich prace, ale  u mnie  różnie bywa  z jakością zdjęć.
 Nie wszystkie zdjęcia były wyraźne



Podczas zajęć można było jak zawsze nacieszać oczy pracami Ani. Można je oglądać i oglądać i wciąż odkrywa się ciekawe fragmenty na poszczególnych pracach.
 Co też ważne, można ich dotykać, a wiecie jak to jest, kiedy coś nam się podoba i chcemy oglądać i zaglądać pod spód? 
Oczywiście to zupełnie nie do pomyślenia na wystawach tego typu prac ;-)


W domu zajęłam się już ostatnimi pikowaniami i lamowaniem obrazka.


niedziela, 19 marca 2017

Warsztaty z dekoupage

Ostatnio dość intensywnie u mnie twórczo.
Szycie i sporo zajęć szkoleniowych.
Wczoraj uczestniczyłam w warsztatach poświęconych technice dekupażu.
Bardzo podobają mi się różne stylizacje wykonane tą techniką, dlatego zapragnęłam zapoznać się z tą dziedziną pracy twórczej.
Zajęcia zorganizowałyśmy sobie same w gronie koleżanek, z którymi regularnie spotykamy się w jednym przychylnym dla nas miejscu.
Lubię takie spędy, bo poza tym, że człowiek się uczy i pogłębia swoją wiedzę, w miłym gronie wesoło spędza się czas.
Czy techniki, które poznałam będą moimi, tego nie wiem, ale bardzo się cieszę, że są wokół mnie osoby ,które z wielką cierpliwością tłumaczą mi to i owo;-)
Moje prace to :
Serce w maki i jajo w żonkile( nie zrobiłam po przyjściu do domu indywidualnych fotek ,bo trudno było znaleźć dobre miejsce i światło. Musicie w fotkach zbiorowych odnaleźć moje jajo ;-)

Dopiero teraz zauważyłam błąd, którego nikt mi nie zarzucił.
Moje serce jest w tulipany :-)))

upsss
Na te zajęcia zabrałam córkę i cieszę się, bo ta technika przypadła Jej do gustu i już wymyśla co i dla kogo zrobi;-) Nic tak nie cieszy jak twórcze zakręcenie;-)
Pozdrawiam i do następnego wpisu.

sobota, 18 marca 2017

Na niebiesko

Na wstępie, chcę serdecznie podziękować wszystkim za ostatnie komentarze pod ostatnim postem.
Ogrom wsparci, życzliwości  i serducha:-)
Złe emocje odchodzą, a praca przy maszynie skutecznie rozpędza czarne chmury.


  Kilkanaście godzin szycia i jest nowy kostium:-)  Jeszcze całkiem ciepły.
Nie będę się rozpisywać. Kostium, jak kostium, spódniczka i żakiecik.
Rozm 36, rękaw 3/4,  baskinka, spódniczka ołówkowa, bez paska.
Po całej nocy szycia, jakoś słowo pisane mi mi wychodzi, a i zdjęcie jak to u mnie nie za dobre ;-)
Oceńcie same moją pracę.



sobota, 11 marca 2017

Kurs piktorial quilt

Dwa dni temu miałam w pracy bardzo przykre zdarzenie, po którym ciężko wrócić do siebie.
Zwłaszcza, że wszyscy myślą, że jestem twarda, że "szybko" się pozbierałam, że "daję radę", że.....itd...itd
Nieprawda, nie jestem ani dzielna ,ani silna.....z każdą godziną rozsypuję się na kawałki....po to ,żeby te kawałki posklejać w sensowną całość.....
Na szczęście nie jestem sama i wiem ,że sobie poradzę, bo jak inaczej?
 Czuję ogromne wsparcie,  życzliwość, i sympatię. To daje siłę.
Dziękuję wszystkim za okazaną troskę.
Przeprasza, za ten chaotyczny zapis moich emocji, po prostu chyba tego teraz potrzebowałam.

Dzisiejszy post jest pewnego rodzaju terapią- zająć czymś myśli....
.......

Nie będzie w tym poście za wiele opisów, ale budowanie zdań przychodzi mi z trudem.
Cieszy natomiast przeglądanie zdjęć i powrót myślami do pięknie przepędzonego dnia w stolicy.

Tydzień temu uczestniczyłam w zajęciach warsztatowych w Szkole Patchworku Anny Sławińskiej.
 Tematem zajęć był piktorial quilt .
  Fantastyczny dzień. Adrenalina twórcza na wysokim poziomie;-)


Zajęcia prowadziła Marzenna Lew. Jej prace zapierają dech w piersiach .


Zadanie uczestniczek warsztatów było "proste" ;-)
Wybrać fotografię spośród wielu pięknych zdjęć kwiatów i stworzyć z tkaniny kopię tegoż motywu.
No i się zaczęło. Strach przeleciał po plecach, bo  wcale nie było łatwo podjąć decyzję.
 Kwiaty śliczne, bogate kolorystycznie. Trzeba było się nieźle nagłówkować, żeby wśród tkanin odszukać kolorystykę swojej  pracy.
To mój wybór:


Godziny leciały, nasze prace nabierały wyglądu.




Pozostało jeszcze nanieść wzór na tkaninę.  Wypikować i nadać jakiś sensowny kształt całej pracy.
Jak siebie znam pewnie trwałoby to dużo dłużej, a praca czekałaby na swoją kolej gdzieś w pudełku.
Zastanawiałabym się jak pikować, jak kolorystycznie wyjść z zadania, jaka lamówka???

Ostatnie nie przespane dwie noce zadecydowały.
Spać nie mogłam, w głowie huczało....w takich chwilach najlepiej czymś innym zająć myśli. Zmęczyć głowę, żeby szybko zasnąć i rano  być w jako takiej formie...
Do końca nie wiem ,czy ten kwiat zyskał ,czy stracił na tym pośpiechu twórczym, ale po części spełnił swoje zadanie terapeutyczne. Kiedy kładłam się nad ranem spać, czułam ,że złe emocje ze mnie schodzą.  Cieszę się ,że mam w sobie to zamiłowanie do szycia twórczego, bo jak się okazuje, zamiłowanie to bywa często terapeutyczne, ulecza i wycisza.
Ta praca na zawsze pozostanie w mojej pamięci.


 Jak Wam się podoba ?
To moja pierwsza praca w tej technice, wiem ,że nie jest idealna, że są niedociągnięcia, mam jednak nadzieję ,że kolejne będą lepsze ;-)



Za oknem w miarę ładnie. Chyba czas wystawić rower i dotlenić głowę.